środa, 31 lipca 2013

Detroit, a Love Song.

credits: Yves Marchand and Romain Meffre for Times

"Powiedz ludziom, że mieszkasz w Nowym Jorku, a oni się zapytają: w której dzielnicy?
 Powiedz im, że mieszkałeś w Rzymie, a oni się zapytają: jak mogłeś wyjechać?
 Powiedz im, że mieszkałeś w Detroit, a oni się zapytają: dlaczego?"

Od tego zaczyna swoją pieśń miłosną ofiarowaną miastu Detroit felietonista NY Times'a Frank Bruni. I wyśpiewuje ją spokojnie, bez emocji, podążając za wolnym rytmem. Nowy Jork, Rzym, Detroit, San Diego, San Francisco i Waszyngton, to miejsca postoju w jego dorosłym życiu. I tylko jedno z tych miejsc nie było rozświetlone i magnetyczne, nie obiecywało lukratywnej pracy czy choćby wytchnienia. Było inne. I właśnie za to Bruni tak pokochał Detroit.

"I kochałem Detroit, nie w tej elektryzującej formie, lecz miłością szczerą i niewymuszoną,
 miłością do kogoś kto nie zakłada żadnych masek i nie wymaga, byś i te je nosił"  

I chwali tych, którzy pozostali, tych którzy nauczyli się żyć z brakiem krzykliwego piękna i deficytem romantyzmu upadającego miasta. Tych, którzy budują swój dom w cieniu łaski. 

Powiedz im, że mieszkałeś w Detroit, żyjąc kulawą miłością.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz